Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Greengrass. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Greengrass. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Rollecoaster z zepsutymi hamulcami - recenzja "Kapitana Philipsa" Paula Greengrassa





W „Kapitanie Philipsie” dobrotliwa twarz Toma Hanksa zostaje skontrastowana z marsowymi minami somalijskich piratów, którzy - angielszczyzną godną Borata - wykrzykują złowieszcze polecenia. Wychodzący z takiego punktu wyjścia Paul Greengrass po raz kolejny okazuje się rzemieślnikiem tyleż sprawnym, co niepokornym. „Kapitan Philips” perfekcyjnie realizuje sprawdzony schemat, ale w ramach bonusu obdarowuje nas także subtelnymi modyfikacjami. Film irlandzkiego reżysera działa jak rollecoaster z zepsutymi hamulcami: na długi czas wytrąca nas z rozleniwiającego poczucia bezpieczeństwa. W wizji Greengrassa scenerię największej grozy stanowi szalupa ratunkowa, a kreowanemu na herosa kapitanowi w pewnym momencie po ludzku puszczają nerwy. Drobne modyfikacje nie są jednak w stanie zachwiać stabilnym szkieletem fabuły. Zaawansowani technologicznie Amerykanie pokazują miejsce w szeregu prymitywnym bandytom. Pozornie zwyczajne rozwiązanie ma jednak w filmie Greengrassa znaczenie symboliczne. Piraci powtarzają bez przerwy pojednawczym tonem: „Nie jesteśmy Al – Kaidą”. „Kapitan Philips” nie stanowi natomiast jeszcze jednej opowieści o chwalebnej porażce; to raczej „Lot 93”, któremu udało się dotrzeć do celu.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Gniewny okrzyk - recenzja "Diaza" Daniela Vicariego




Choć "Diaz" wykorzystuje formę paradokumentalnej rekonstrukcji zdarzeń, sytuuje się na antypodach pamiętnej "Krwawej niedzieli". Inaczej niż powściągliwa w tonie opowieść Paula Greengrassa, film Vicariego ma charakter gwałtownego okrzyku. Włoski film przypomina o haniebnych postawach policji, która bezpardonowo zaatakowała grupę alterglobalistów przebywających w Genui z okazji szczytu G8 w 2001 roku. Demaskujący słabość funkcjonowania współczesnego państwa demokratycznego "Diaz" dorównuje pod względem sugestywności polsko-rumuńskiej "Drodze na drugą stronę".

Świat filmu Vicariego ocieka krwią, a obcowanie z nim sprawia niemal fizyczny ból. Reżyser nie waha się przed mnożeniem sekwencji obrazujących proces katowania demonstrantów przez funkcjonariuszy policji. Podobnej strategii trudno zarzucić jednak efekciarstwo bądź skłonność do emocjonalnego szantażu. Vicariemu chodzi raczej o podkreślenie premedytacji towarzyszącej stróżom prawa w stosowaniu aktów przemocy.

(...) Więcej w Dzienniku