Neil Jordan od dobrych kilku lat poddaje się artystycznemu
masochizmowi. Trudno inaczej wytłumaczyć fakt, że twórca zdolny w przeszłości
do stworzenia arcydzieł w postaci „Mony Lisy” i „Gry pozorów” firmuje swym
nazwiskiem równie jałowe przedsięwzięcia jak „Byzantium”. W przypadku nowego
filmu klęska staje się tym bardziej dotkliwa, że fabuła obiecywała powrót w
rejony, które reżyser z sukcesem eksplorował w „Wywiadzie z wampirem”. „Byzantium”
funkcjonuje w rozkroku między wysiloną perwersją, a rażącą infantylnością, wulgarną
prostotą „Zmierzchu” i megalomańskim bełkotem „Drzewa życia”. Twórca „Śniadania
na Plutonie” tworzy na ekranie kuriozalną rzeczywistość, w której wieloletnie
sekrety zdradza się w szkolnym wypracowaniu, a najlepszym lekarstwem na żałobę
okazuje się pokątne fellatio. Spiętrzenie podobnych absurdów każe odebrać film
Jordana jako tytuł męczący, niekonsekwentny i źle wyreżyserowany. „Byzantium”
aż prosi się, by przebić je osinowym kołkiem i zakopać głęboko pod ziemią.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy o wampirach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy o wampirach. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 sierpnia 2013
czwartek, 24 maja 2012
TYLKO KRÓTKO, PROSZĘ: "Mroczne cienie" Tima Burtona
Od dziś ruszam na blogu z nowym, nieregularnym cyklem, w którym będę zajmował się filmami z bieżącego repertuaru kinowego. Wszystkie chwyty dozwolone, warunek tylko jeden: długość wpisu nie będzie przekraczała 2000 znaków. Na pierwszy ogień idą rozczarowujące "Mroczne cienie" Tima Burtona. Zapraszam do (krótkiej) lektury!
Świadomy podupadającej renomy Tim Burton uprawia przed kamerą płaczliwą autoanalizę. Główny bohater, niedostosowany do nowej rzeczywistości wrażliwiec, bez trudu daje się rozpoznać jako reżyserskie alter ego. W „Mrocznych cieniach” Burton próbuje wrócić do łask widowni za sprawą bajki o wampirach, której czerstwy humor odsyła raczej do „Kołysanki” Juliusza Machulskiego niż na przykład „Nieustraszonych pogromców wampirów” Romana Polańskiego. Maksymalnie przesłodzony finał czyni natomiast z filmu Burtona coś w rodzaju „Zmierzchu” dla oldtimerów. Na szczęście „Mrocznym cieniom” zdarzają się jednak również jaśniejsze momenty. Chwilami film Burtona pozytywnie zaskakuje umiejętnym budowaniem erotycznego napięcia i sprawnością w łączeniu wizualnej maestrii z campową przesadą. Wszystkich tych składników ekranowej rzeczywistości starcza akurat na tyle, by uznać „Mroczne cienie” za rodzaj rehabilitacji po doskonale nijakiej „Alicji w Krainie Czarów”. To jednak wciąż zbyt mało, by zaprzeczyć stwierdzeniu, że współczesny Burton pozostaje tylko cieniem samego siebie sprzed lat.
Mroczne cienie
Reż. Tim Burton
Ocena: 6/10
Etykiety:
Alicja w Krainie Czarów,
filmy o wampirach,
Juliusz Machulski,
Kołysanka,
krytyczna recenzja Mrocznych cieni,
Mroczne cienie,
Nieustraszeni pogromcy wampirów,
proszę,
Tim Burton,
Tylko krótko,
Vaclav Havel
Subskrybuj:
Posty (Atom)
