„Pacific Rim” wydaje się czymś więcej niż tylko rewią
widowiskowej destrukcji i orgią uzasadnionej moralnie przemocy. Guillermo Del
Toro, autor znakomitego „Labiryntu fauna”, zachowuje się jak psychoanalityk,
który ośmiela widza, by przyznał mu się do swych najskrytszych fantazji.
Meksykański reżyser z przekonaniem uwzniośla najprostsze przyjemności. „Pacific
Rim” jasno określa granice między dobrem, a złem, poświęca logikę wydarzeń na
rzecz ich widowiskowości i nadaje fabule prędkość rozpędzonego Usaina Bolta. Iście
dziecięca zabawa w kino bywa chwilami wzbogacana przez umiejętnie dawkowany
patos bądź ekscentryczne, „deltorowskie” poczucie humoru. Bodaj największym
osiągnięciem meksykańskiego twórcy okazuje się jednak zaznaczenie na
wyraźnie pretekstowym scenariuszu stempla autorskiego. Jedna z najważniejszych
bohaterek „Pacific Rim”, Mako Mori, wydaje się współczesną inkarnacją Ofelii z „Labiryntu
fauna”. Znajdująca się na pograniczu infantylizmu i dojrzałości, obciążonej
traumą przeszłości i poczucia odpowiedzialności za teraźniejszość dziewczyna decyduje
się w końcu wykonać krok naprzód. Tym samym przynosi widzowi jeszcze jeden
powód do zadowolenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillermo del Toro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillermo del Toro. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 lipca 2013
czwartek, 27 grudnia 2012
Wizyta starych znajomych - recenzja "Hobbita: niezwykłej podróży" Petera Jacksona
Wbrew wielu obawom, powrót do Śródziemia nie wywołuje
irytującego uczucia déjà vu. Peter Jackson nie próbuje ścigać się z samym sobą
i dorównywać spektakularności „Władcy pierścieni”. „Hobbit: niezwykła podróż” odwołuje się
do innego rejestru emocji. Nowy film Jacksona przypomina barwną anegdotę przytaczaną
przez dawno niewidzianych przyjaciół. Widoczna w „Niezwykłej podróży” radość
opowiadania historii wzmacnia skojarzenia z klasyczną baśnią. Po przyjęciu tej
perspektywy na pierwszy plan filmu wysuwa się przemiana Bilba Bagginsa, który ze
zwyczajnego tchórza przeistacza się w świadomego własnej wartości mężczyznę. W ujęciu
Jacksona postać głównego bohatera zyskuje rys chaplinowski. Walczący z
przeciwnościami losu i słabościami własnego charakteru Bilbo w tej samej chwili
bywa zarówno śmieszny, jak i godny najwyższego podziwu. Perypetie Bagginsa i
spółki przez cały czas wymykają się pułapkom jednoznaczności. „Niezwykła podróż”
potrafi być jednocześnie pełnym suspensu filmem przygodowym i rubaszną komedią.
W tej sytuacji można wybaczyć twórcom nawet to, że niektóre sentencje Gandalfa
sprawiają wrażenie podszepniętych mu przez Janusza Leona Wiśniewskiego. Obecna u
Jacksona ckliwość bywa zresztą przełamywana przez znacznie mroczniejsze fragmenty,
których atmosfera wzbudza skojarzenia z twórczością związanego z filmem
Guillermo del Toro. „Niezwykła podróż” bynajmniej nie wstydzi się również
pokrewieństwa z „Władcą pierścieni”. W nowym filmie Jacksona ledwo zauważalne mrugnięcia
okiem sąsiadują z wyrazistymi nawiązaniami, które pomagają zbudować pomosty
między oboma projektami. Ukryte w fabule żartobliwe aluzje służą twórcom „Niezwykłej
podróży” także do odparcia ataków armii malkontentów.
Wszystkim, którzy narzekają, że z niegrubej książki Tolkiena wykrojono materiał
na kolejną trylogię można by przecież powtórzyć za Gandalfem, że każda dobra opowieść wymaga podkoloryzowania.
Etykiety:
baśń,
Charlie Chaplin,
ekranizacja Tolkiena,
Guillermo del Toro,
Hobbit,
J.R.R Tolkien,
Janusz Leon Wiśniewski,
Peter Jackson,
pozytywna recenzja Hobbita,
recenzja Hobbita,
Tolkien,
Władca pierścieni
Subskrybuj:
Posty (Atom)