Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietykalni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietykalni. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2013

Stracony weekend - recenzja "Weekendu z królem" Rogera Michella




Film Rogera Michella to rozwlekła i mało zajmująca salonowa dykteryjka. "Weekend z królem" zawodzi jako pozbawiony ognia romans i mało przenikliwy komentarz na temat wzajemnych uprzedzeń między Brytyjczykami a Amerykanami. Podczas jego oglądania trudno zrozumieć nachalnie eksponowane przez dystrybutora porównania do "Jak zostać królem". Daleki od doskonałości komediodramat Toma Hoopera przy filmie Michella urasta do rangi prawdziwego arcydzieła.

Opowieść o spotkaniu króla Jerzego VI z prezydentem Rooseveltem irytuje nie tylko ze względu na swoją błahość. Film Michella ma w sobie tę samą burżuazyjną arogancję, która przeszkadzała w odbiorze chociażby francuskich "Nietykalnych". Mimo że wydarzenia ukazane w "Weekendzie z królem" poznajemy z punktu widzenia dalekiej kuzynki Roosevelta, film ma w sobie poddańczą uległość wobec amerykańskiego przywódcy i jego otoczenia

(...) więcej na łamach Dziennika

 

sobota, 27 października 2012

Zagubieni w Buenos Aires- recenzja "Chińczyka na wynos"









 Oto film dla wszystkich tych, którzy czuli się zirytowani burżuazyjną arogancją francuskich "Nietykalnych". Opowiadający o zetknięciu odmiennych kultur komediodramat Sebastiana Borenszteina stara się traktować wszystkich bohaterów z równą dawką empatii. Bezpretensjonalny "Chińczyk na wynos" pozostaje przede wszystkim współczesną baśnią o konsekwencjach niespodziewanego spotkania dwójki outsiderów.

(...) Zestawienie ze sobą bohaterów o takiej konstrukcji psychicznej mogłoby przybliżać "Chińczyka na wynos" do znanych z naszych ekranów "Akacji" Pablo Gioreglliego. Tamten film starał się jednak okazać jak największą wierność otaczającej rzeczywistości. Tymczasem wszystkie reguły rządzące światem "Chińczyka…" bywają podważane za pomocą ożywczych haustów surrealizmu. Popis reżyserskiej wyobraźni stanowią zwłaszcza sceny, gdy Roberto przetwarza przez własny umysł najbardziej absurdalne historie, które udało mu się wyczytać w gazetach. (...)

Więcej w piątkowym Dzienniku



niedziela, 15 kwietnia 2012

Dotkliwa hipokryzja- recenzja "Nietykalnych"



Stało się - zadarłem z "Nietykalnymi". W recenzji dla "Kina" przekonuję dlaczego moim zdaniem ten "ciepły film o przełamywaniu klasowych uprzedzeń" stanowi w rzeczywistości cyniczną fantazję ku pokrzepieniu burżuazyjnych sumień.

 Komedia duetu Olivier Nakache i Eric Toledano korzysta z bardzo prostego przepisu na sukces. Opowieść o przyjaźni rodzącej się między sparaliżowanym arystokratą a jego młodym sprawnym opiekunem została zaprogramowana tak, by na przemian bawić i rozczulać. Emocjonalną siłę filmu z definicji wzmacniać ma także magiczna formułka o „historii opartej na faktach”. Jednak mimo wszystkich tych reżyserskich starań, „Nietykalnych” trudno nazwać filmem autentycznie poruszającym. Ta komedia stanowi raczej wyrachowaną ilustrację tezy o scementowanej na naszych oczach jedności francuskiego społeczeństwa.

O tym, jak wielkie było zapotrzebowanie na tego typu propagandę, świadczą frekwencyjne rekordy nad Sekwaną, połączone z entuzjastycznymi reakcjami krytyki. „Nietykalni” urzekli również członków Francuskiej Akademii Filmowej, którzy nominowali film do prestiżowych nagród Cezara aż w dziewięciu kategoriach. Sława „Nietykalnych” znacząco różni się jednak od niedawnego fenomenu innego komediowego hitu, znanego także z polskich ekranów „Jeszcze dalej niż północ” Danny’ego Boona. O ile tamten film urzekał bezpretensjonalną kpiną z krzywdzących stereotypów na temat francuskiej prowincji, o tyle „Nietykalni” kłują w oczy nieudolnie maskowaną ideologicznością. (...)

Eksponując wątek obopólnych korzyści wynikających ze spotkania Philippe’a i Drissa reżyserzy przekonują, że obaj bohaterowie są sobie jednakowo potrzebni. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że równość między nimi pozostaje wyłącznie iluzją. Wzajemne stosunki wciąż reguluje przecież ekonomiczna i intelektualna przewaga przedstawiciela klasy uprzywilejowanej. W tej sytuacji „Nietykalni” zamieniają się w wykraczającą poza kontekst wyłącznie francuski burżuazyjną fantazję o okiełznaniu zagrożenia ze strony biedniejszej części społeczeństwa. Driss, który w rzeczywistości prędzej dołączyłby zapewne do tłumu plądrującego przedmieścia Paryża, w „Nietykalnych” znakomicie przystosowuje się do trybu życia bogatego mieszczanina.

Wszelki psychologiczny fałsz nie miałby znaczenia, gdyby „Nietykalnym” udało się wykorzystać atuty reprezentowanego gatunku. Niestety, film Nakache i Toledano zawodzi także na polu czysto komediowym. Opowieść o przyjaźni Philippe’a i Drissa cierpi na deficyt pomysłowych gagów i błyskotliwych dialogów. Humor opiera się raczej na niewyszukanym dowcipie sytuacyjnym. Komizm filmu napędzają również jaskrawe różnice między bohaterami, którzy znacząco różnią się od siebie zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Do znudzenia eksponowany kontrast pomiędzy potężnym nieokrzesanym chłopakiem z przedmieść a niepełnosprawnym fizycznie intelektualistą zamiast rozbawienia budzi raczej zakłopotanie. (...)

Cała recenzja ukazała się na łamach kwietniowego KINA