wtorek, 5 listopada 2013

Nie kręcę smutnych filmów! - rozmowa z Tsai - ming Liangiem





(...)




Piotr Czerkawski: Bywa pan uznawany za jednego z mistrzów współczesnego kina autorskiego. Tymczasem wiele osób twierdzi, że  współczesna publiczność coraz rzadziej ma ochotę, by obcować z kinem skomplikowanym, odbiegającym od klarowności wzorców hollywoodzkich. 

Tsai - ming Liang: Oczywiście, że chciałbym, aby jak najwięcej ludzi otwierało się na sztukę wymagającą i trudną w odbiorze. Byłbym jednak hipokrytą, gdybym otwarcie potępiał kino komercyjne i obarczałbym je winą za infantylizację widowni. W młodości sam oglądałem przecież bardzo wiele filmów hollywoodzkich, a te doświadczenia bynajmniej nie przeszkadzają mi dziś w realizowaniu zupełnie innego kina. Problem leży chyba zupełnie gdzie indziej, wykracza poza świat filmu i dotyczy współczesnego stylu życia determinowanego przez globalizację. Żyjemy w kulturze przesytu, zewsząd jesteśmy bombardowani reklamami i medialnymi newsami.

Nakręcił pan film do bólu realistyczny, osadzony w dzielnicach nędzy. Jednocześnie jednak wiele scen zawiera w sobie ducha poezji. W jaki sposób udało się panu połączyć te wrażliwości?

Nie bez powodu moi bohaterowie spędzają tak wiele czasu na terenie ruin. Tego typu miejsca wydają się odpychające, ale przecież można dostrzec w nich także piękno i szlachetność. Gdy odwiedzam ruiny, czasem zdarza mi się myśleć: „Och, ten budynek musiał być bardzo brzydki w swej pierwotnej postaci, ale teraz wydaje mi się wspaniały”. To samo myślę również o starzejących się ludziach, fascynuje mnie ich wygląd, twarze. Nie jestem w stanie zrozumieć kultu młodości. 

(...)


Wiele osób twierdzi, że pańskie filmy są piękne, choć niezwykle depresyjne. Czy zgodziłby się pan z taką opinią?

Zabawne, niedawno rozmawiałem z moją młodą asystentką, która powiedziała coś podobnego. Wyjaśniłem jej wówczas, że choć poruszam często ponure tematy, nie powiedziałbym, że kręcę smutne filmy. Wierzę, że sympatia i zrozumienie, którymi obdarzam moich bohaterów, dodają wszystkim tym opowieściom odrobiny ciepła.

(...)
 
Więcej w listopadowym KINIE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz