poniedziałek, 31 grudnia 2012

Najlepsze filmy IV kwartału w polskich kinach



1. Miłość (Amour, Michael Haneke)


„Powolna agonia bohaterki ma w sobie wstrząsający autentyzm, który po raz ostatni można było zaobserwować bodaj w bergmanowskich „Szeptach i krzykach”. „Miłość” to kino z równie wysokiej półki, po dawnemu wizjonerskie i przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. (....)" - HIRO 11/2012


2. Moonrise Kingdom (Wes Anderson)




„Amerykański reżyser z wdziękiem potrafi połączyć w nim ekscentryczną komedię, inicjacyjną baśń i ujmującą opowieść o sile pierwszej miłości. Anderson uchyla przed nami drzwi do dziecięcej rupieciarni, oszałamiającej intensywną kolorystyką i bogactwem gadżetów (...)” - DZIENNIK 30.11.2012

3.  Niech żyją antypody (Viva Las Antipodas, Wiktor Kossakowski)


„Dokument Wiktora Kossakowskiego ma w sobie energię, której można spodziewać się po okrzyku manifestującym zachwyt nad światem. Jednocześnie jednak film rosyjskiego reżysera skutecznie broni się przed oskarżeniami o naiwność i egzaltację (...)" - DZIENNIK  9.11.2012

4. Mistrz (The Master, Paul Thomas Anderson)


 "Paul Thomas Anderson wciąż w mistrzowskiej formie. W swoim najnowszym filmie amerykański reżyser potwierdził reputację najbardziej przenikliwego, obok Todda Solondza, krytyka swojej ojczyzny. (...)- DZIENNIK 16.11.2012

5.  Operacja Argo (Argo, Ben Affleck)






„Operacja Argo” zakończyła się pełnym sukcesem. Trudno zgodzić się z przewrażliwionymi krytykami, którzy po tym filmie dostrzegają w Benie Afflecku wyłącznie zdolnego propagandzistę. W „Operacji Argo” bardziej niż ideologiczne wyrachowanie reżysera rzuca się w oczy jego młodzieńczy wręcz entuzjazm. (...)" - CINEMA ENCHANTE


6. Siedmiu psychopatów (7 Psychopaths, Martin McDonagh)




"Twórca „Siedmiu psychopatów” prowadzi wyrafinowaną grę z przyzwyczajeniami widza. Tam gdzie spodziewamy się erupcji przemocy film zaskakuje nas ekscentrycznym żartem a pozornie monotonną scenę potrafi ubarwić absurdalną puentą. (...)" - CINEMA ENCHANTE


7. Skyfall (Sam Mendes)






"Jeśli artystyczna klęska „Quantum of Solace” miała być gwoździem do trumny dla bondowskiej serii, „Skyfall” przynosi jej autentyczne zmartwychwstanie. Bodaj od czasu „Dziewczyny z tatuażem” Finchera nie mieliśmy na ekranie filmu, w którym radość ze snucia opowieści tak wyraźnie łączyłaby się z formalną maestrią reżysera.(...)" - CINEMA ENCHANTE


8. Bogowie ulicy (End of Watch, David Ayer)



"Bijący z filmu autentyzm stanowi przede wszystkim zasługę Ayera, który jako scenarzysta „Dnia próby” czy reżyser „Królów ulicy” zapracował na status speca od kina policyjnego..W swoim nowym filmie amerykański twórca wznosi się na wyżyny umiejętności. „Bogom ulicy” udaje się połączyć wdzięk „Zabójczej broni” z energią „Elitarnych” (...)" - DZIENNIK 16.12.2012


9. Take This Waltz (Sarah Polley)




"Sarah Polley już po raz drugi w karierze ujawnia niepospolity talent reżyserski. "Take This Waltz" z gracją balansuje na krawędzi rutyny i szaleństwa, poczucia bezpieczeństwa i skłonności do ryzyka. (...)" - DZIENNIK 5.10.2012


10. Kurczak ze śliwkami (poulet aux prunes, Marjane Satrapi, Vincent Paronnaud)



"Reżyserski duet zabiera widza w nostalgiczną podróż do Teheranu lat 50. Irańska stolica w niczym nie przypomina – znanej z telewizyjnych newsów – posępnej twierdzy ajatollahów. Filmowy Teheran tętni życiem, a reżyserzy robią wszystko, by zapoznać widza z jego barwami, smakami i zapachami. (...)" - DZIENNIK 26.12.2012


Absurdalne podsumowanie 2012 roku w polskich kinach








Nagroda dla najlepszego filmu z bohaterem o nazwisku Kieślowski: „Siedmiu psychopatów” Martina McDonagha



Nagroda dla filmu z największą liczbą kobiecych imion w tytule: „Martha Marcy May Marlene” Seana Durkina


Nagroda dla najlepszego czarnego charakteru: Globalne ocieplenie w filmie „Hell” Tima Fehlbauma



Nagroda im. Envera Hodży za najlepszy film o Albanii: „Przebaczenie krwi” Joshui Marstona



Nagroda im. Jeana- Luca Godarda za filmową innowacyjność: „Big Love” Barbary Białowąs



Nagroda im. Jeana- Luca Godarda dla reżysera o najbardziej zbliżonym nazwisku: „Dom w głębi lasu” Drew Goddarda

 
Nagroda za najbardziej dekadenckie aktorstwo: Thomas Mann w „Projekcie X”


 
 Nagroda im. Lecha Kaczyńskiego za najlepszy film o Smoleńsku: „Wszystkie odloty Cheyenne’a” Paolo Sorrentino 


  Nagroda im. Antoniego Macierewicza za najlepszy film o Prawie i Sprawiedliwości: „Seksualni, niebezpieczni” Bena Palmera 


Nagroda im. Janusza Korwina – Mikkego dla najlepszego filmu monarchistycznego: „Księstwo” Andrzeja Barańskiego


Nagroda im. Marcina P. dla najlepszego filmu o Amber Gold: „Szybki Cash” Daniela Espinosy  


Nagroda im. Tomasza Terlikowskiego za najbardziej wyraziste potępienie seksu przedmałżeńskiego : „Wstyd” Steve’a McQueen


Nagroda za najlepszy film, którego tytuł wystarcza za recenzję: „Wrong” Quentina Dupieux
 

czwartek, 27 grudnia 2012

Wizyta starych znajomych - recenzja "Hobbita: niezwykłej podróży" Petera Jacksona





Wbrew wielu obawom, powrót do Śródziemia nie wywołuje irytującego uczucia déjà vu. Peter Jackson nie próbuje ścigać się z samym sobą i dorównywać spektakularności „Władcy pierścieni”. „Hobbit: niezwykła podróż” odwołuje się do innego rejestru emocji. Nowy film Jacksona przypomina barwną anegdotę przytaczaną przez dawno niewidzianych przyjaciół. Widoczna w „Niezwykłej podróży” radość opowiadania historii wzmacnia skojarzenia z klasyczną baśnią. Po przyjęciu tej perspektywy na pierwszy plan filmu wysuwa się przemiana Bilba Bagginsa, który ze zwyczajnego tchórza przeistacza się w świadomego własnej wartości mężczyznę. W ujęciu Jacksona postać głównego bohatera zyskuje rys chaplinowski. Walczący z przeciwnościami losu i słabościami własnego charakteru Bilbo w tej samej chwili bywa zarówno śmieszny, jak i godny najwyższego podziwu. Perypetie Bagginsa i spółki przez cały czas wymykają się pułapkom jednoznaczności. „Niezwykła podróż” potrafi być jednocześnie pełnym suspensu filmem przygodowym i rubaszną komedią. W tej sytuacji można wybaczyć twórcom nawet to, że niektóre sentencje Gandalfa sprawiają wrażenie podszepniętych mu przez Janusza Leona Wiśniewskiego. Obecna u Jacksona ckliwość bywa zresztą przełamywana przez znacznie mroczniejsze fragmenty, których atmosfera wzbudza skojarzenia z twórczością związanego z filmem Guillermo del Toro. „Niezwykła podróż” bynajmniej nie wstydzi się również pokrewieństwa z „Władcą pierścieni”. W nowym filmie Jacksona ledwo zauważalne mrugnięcia okiem sąsiadują z wyrazistymi nawiązaniami, które pomagają zbudować pomosty między oboma projektami. Ukryte w fabule żartobliwe aluzje służą twórcom „Niezwykłej podróży” także do odparcia ataków  armii malkontentów. Wszystkim, którzy narzekają, że z niegrubej książki Tolkiena wykrojono materiał na kolejną trylogię można by przecież powtórzyć za Gandalfem, że każda dobra opowieść  wymaga podkoloryzowania.

środa, 26 grudnia 2012

Smaki nostalgii - recenzja "Kurczaka ze śliwkami"






„Kurczak ze śliwkami” smakuje zupełnie inaczej niż „Persepolis”. Nie chodzi tylko o to, że  duet Vincent Paronnaud- Marjane Satrapi postanowił  porzucić animację na rzecz filmu aktorskiego. „Kurczak...” różni się od swojego poprzednika także pod względem artystycznego temperamentu. „Persepolis” miało w sobie coś z  oczyszczającego, szczeniackiego wygłupu. „Kurczak…” pozostaje natomiast filmem znacznie dojrzalszym. Nie wszystko uległo jednak zmianie. Raz jeszcze źródło inspiracji twórców stanowi wydany kilka lat wcześniej komiks Satrapi. Autorka ponownie nie ukrywa, że inspiracji do opowiedzenia historii dostarczyło jej własne otoczenie. W „Kurczaku...” postanowiła przybliżyć losy swojego wuja będącego swego czasu znanym irańskim muzykiem.

(...)

Przyjmujący optykę Nassera film Satrapi i Paronnauda przesiąka atmosferą tęsknoty za utraconą szansą.  Tkwiący głęboko w sercu bohatera żal wzbogaca go wewnętrznie, ale jednocześnie odbiera wszelką radość życia. Doświadczenia mężczyzny wpływają na piękno jego muzyki, lecz sztuka nie jest w stanie przynieść żadnego ukojenia. Właśnie z podobnych paradoksów wyłania się otaczająca film Satrapi i Paronnauda aura melancholii. W ujęciu dwójki reżyserów to uczucie wybrzmiewa na ekranie z rzadko spotykaną we współczesnym kinie wiarygodnością. 

Więcej na łamach Dziennika

piątek, 21 grudnia 2012

Przeklęte rewiry - recenzja "Bogów ulicy" Davida Ayera



Nie warto zadzierać z "Bogami ulicy". Policyjny duet Brian Taylor (Jake Gyllenhaal) i Mike Zavala (Michael Pena) bez wahania pośle kulkę w łeb krnąbrnym gangsterom, a nadgorliwych przełożonych spacyfikuje błyskotliwą ripostą.

Reżyser David Ayer pozwala widzom zbliżyć się do magnetycznych bohaterów. Jego film przypomina przejażdżkę na tylnym siedzeniu patrolowego wozu. Wraz z Taylorem i Zavalą jesteśmy w stanie odczuć towarzyszącą ich pracy ekscytację i nudę, grozę i rozbawienie. Bijący z tego obrazu autentyzm to zasługa Ayera, który jako scenarzysta "Dnia próby" czy reżyser "Królów ulicy" zapracował na status speca od kina policyjnego. W swojej nowej produkcji amerykański twórca wznosi się na wyżyny umiejętności. "Bogom ulicy" udaje się połączyć wdzięk "Zabójczej broni" z energią "Elitarnych".

(...) W filmie o przygodach zgranego duetu reżyserowi perfekcyjnie udaje się opanować żonglerkę nastrojami. David Ayer wyczuwa moment, w którym należy przełamać atmosferę pozornej beztroski za pomocą dobrze uargumentowanego patosu. Choć w końcowych partiach "Bogowie ulicy" wyraźnie manipulują naszymi emocjami, jesteśmy w stanie poddać się tej praktyce bez najmniejszego oporu. W przyjemności czerpanej z seansu nie przeszkadza prosty podział na dobrych i złych bohaterów ani nachalna miejscami promocja konserwatywnych wartości. Film Ayera i tak wyzwala pragnienie, aby Taylor i Zavala objęli swoim rewirem również naszą dzielnicę.


Więcej na łamach Dziennika


czwartek, 20 grudnia 2012

Najlepsze filmy roku 2012 w polskich kinach


Zapraszam do zapoznania się z moim wyborem najlepszych filmów roku 2012 w polskich kinach. Tradycyjnie uzasadniam każdy wybór krótkim fragmentem recenzji.

1. Człowiek z Hawru (Le Havre), Aki Kaurismaki


„Ostentacyjnie staroświecki film Kaurismakiego nie przypomina kawiarnianego lamentu nad teraźniejszością. Rozbrzmiewający francuskimi chansons i rockowymi szlagierami „Człowiek...” stanowi raczej buntowniczy hymn na cześć nostalgii wyzwalającej w bohaterach skrywany humanizm. (...)" - FILM 01/2012


2. Miłość (Amour), Michael Haneke


„Powolna agonia bohaterki ma w sobie wstrząsający autentyzm, który po raz ostatni można było zaobserwować bodaj w bergmanowskich „Szeptach i krzykach”. „Miłość” to kino z równie wysokiej półki, po dawnemu wizjonerskie i przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. (....)" - HIRO 11/2012

3. Wszystkie odloty Cheyenne'a (This Must Be The Place), Paolo Sorrentino



"Wszystkie odloty Cheyenne’a” podziwia się jak szaloną muzyczną improwizację. Film Paolo Sorrentino przykuwa uwagę błyskotliwymi dialogami, niewymuszonym liryzmem i wydobytymi z lamusa przebojami."- ESENSJA

4. Moonrise Kingdom, Wes Anderson


„Amerykański reżyser z wdziękiem potrafi połączyć w nim ekscentryczną komedię, inicjacyjną baśń i ujmującą opowieść o sile pierwszej miłości. Anderson uchyla przed nami drzwi do dziecięcej rupieciarni, oszałamiającej intensywną kolorystyką i bogactwem gadżetów (...)” - DZIENNIK/30.11.2012


5. Zapiski z Toskanii (Copie Conforme), Abbas Kiarostami



„Rozgrywający się w plenerach Toskanii romans bywa uznawany za najprzystępniejszy film w karierze reżysera, ale jednocześnie eksponuje wszystkie jego dotychczasowe fascynacje i obsesje.W „Zapiskach z Toskanii” prowadzona przez właścicielkę sklepu z antykami i poczytnego pisarza rozmowa o granicy między autentycznością a fałszem sztuki zamienia się w wyrafinowany flirt (...)" - DZIENNIK/ 9.03.2012

6. Lollipop Monster, Ziska Riemann

    „Lollipop Monster” bardziej niż „Salę samobójców” przypomina darkroom, w którym John Waters spotyka Michaela Hanekego. Niemiecki film o zbuntowanych nastolatkach pozostaje rozpięty w efektownym rozkroku między lekkością stylu a brutalnością spostrzeżeń, absurdalnym humorem a poruszającym autentyzmem (...) ” - FILM 02/2012
7.  Raj: miłość (Paradies: Liebe), Ulrich Seidl


„Rzeczywistość ukazana w filmie „Raj: miłość” wydaje się wyjęta z koszmarnego snu miłośnika komedii romantycznych. Wyeksponowane w tytule uczucie staje się przedmiotem finansowych transakcji, upokarzających błagań i desperackiej iluzji (...)" - HIRO 10/2012

8. Barbara, Christian Petzold



„Christianowi Petzoldowi udaje się uniknąć fabularnego efekciarstwa i psychologicznych uproszczeń ciążących starszemu o kilka lat "Życiu na podsłuchu" Floriana Henckela von Donnersmarcka. "Barbara" w pozbawiony patosu sposób – zaczerpnięty rodem z esejów Havla bądź poezji Barańczaka – odnotowuje istnienie swoistego heroizmu codzienności (...)” - DZIENNIK 23.11.2012

9. Najsamotniejsza z planet (The Lonliest Planet), Julia Loktev



„Film Julii Loktev to art house'owa medytacja szybko osiągająca intensywność egzystencjalnego horroru. Opowieść o amerykańskich turystach, którzy lekkomyślnie zapuszczają się w niedostępne rejony Kaukazu znakomicie akcentuje grozę tkwiącą we własnej nieprzewidywalności (...)” - CINEMA ENCHANTE

10. Niech żyją antypody (Vivan las Antipodas!), Wiktor Kossakowski



    „Dokument Wiktora Kossakowskiego ma w sobie energię, której można spodziewać się po okrzyku manifestującym zachwyt nad światem. Jednocześnie jednak film rosyjskiego reżysera skutecznie broni się przed oskarżeniami o naiwność i egzaltację (...)" - DZIENNIK  9.11.2012




wtorek, 18 grudnia 2012

Borat dla nadwrażliwych - recenzja "Miłości z księżyca"




Kazachskie stepy coraz częściej rozpalają wyobraźnię europejskich filmowców. Kilka lat temu bawił w tych okolicach sam Volker Schlöndorff, który przywiózł z egzotycznej podróży souvenir w postaci filmu „Ulzhan”. Ledwo reżyser "Blaszanego bębenka" skończył swój turnus, na jego miejscu pojawił się kolejny twórca. Zrealizowana przez Veita Helmera "Miłość z księżyca" przypomina reportaż z kazachskiej cepelii. Przed obiektywem niemieckiego twórcy odziani w stroje ludowe autochtoni jedzą, modlą się i kochają, a wszystkiemu przygrywa w tle rzewna muzyka Gorana Bregovicia. W filmie Helmera przez półtorej godziny mamy okazję obserwować artystowską sielankę podszytą poczuciem kulturowej wyższości wobec "dzikiego Wschodu".

W poszukiwaniu okolicznych atrakcji Helmer dociera do położonego gdzieś w stepie szerokim kosmodromu Bajkonur. Zgodnie z wizją reżysera nietypowe sąsiedztwo nie pozostaje bez wpływu na okolicznych mieszkańców. Choć Kazachowie na co dzień zajmują się przyziemnymi sprawami, w głębi duszy marzą o wielkich czynach. Ze swoimi aspiracjami nie kryje się zwłaszcza młody Iskander. Ze względu na wyrażaną przez chłopaka fascynację kosmosem niektórzy sąsiedzi nazywają go zresztą "Gagarinem". W pewnym momencie los uśmiecha się do chłopaka w zupełnie inny sposób, niż mógłby się tego spodziewać. Niedaleko domu Iskandera rozbija się kosmiczna kapsuła z francuską astronautką. Po odzyskaniu przytomności panna Julie ochoczo zrzuca ciuchy przed "Gagarinem" i w try miga robi z niego prawdziwego mężczyznę.

(...) Więcej na łamach Dziennika