sobota, 16 marca 2013

Farbowane lisy pod ochroną - recenzja "Będziesz legendą, człowieku" Marcina Koszałki





W przeciwieństwie do polskich piłkarzy, Marcin Koszałka nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. „Będziesz legendą, człowieku” zachowuje najważniejsze zalety dotychczasowych filmów reżysera. Koszałka po raz kolejny eksploruje określoną zbiorowość w poszukiwaniu wyróżniających się na jej tle wojowników i outsiderów. Momentami wierność własnym zainteresowaniom nie potrafi jednak uchronić reżysera od zagrań pod publiczkę. Mowa tu przede wszystkim o wypełniających treść filmu animacjach zrealizowanych jakby pod wpływem lokalnej podróbki LSD i towarzyszącej im muzyce rodem z prowincjonalnej dyskoteki. Na całe szczęście Koszałka potrafi zrekompensować  stylistyczne kiksy kilkoma błyskotliwymi pomysłami. Jeśliby potraktować opowieść o Euro jako narodową tragedię, trzeba zgodzić się, że funkcję – lekko wstawionego - greckiego chóru pełni w filmie grupa reprezentacyjnych masażystów. W pewnym momencie jeden z nich, jakby mimochodem, wygłasza najważniejsze zdanie w filmie: A najbardziej to tę porażkę przeżywają właśnie, kurwa, „farbowane lisy”. Uwaga odnosząca się do Damiena Perquisa i innych zagranicznych zawodników z polskimi paszportami zyskuje głęboki sens. W sytuacji, gdy piłkarskie stadiony stanowią siedlisko haniebnego nacjonalizmu i ksenofobii podobna opinia wybrzmiewa jak mimowolnie szlachetna prowokacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz