czwartek, 14 marca 2013

Rewolucjoniści na emeryturze - recenzja "Zamieszkajmy razem"




(...)

„Zamieszkajmy...” okazuje się najciekawsze wtedy, gdy dotyka najpilniej strzeżonego tabu. Francuski reżyser bez rumieńca wstydu podejmuje tematykę erotycznego życia starych ludzi. Seniorzy z filmu Robelina szczerze opowiadają o seksualnych fantazjach, masturbacji i problemach ze słabnącą potencją. Przytaczane w filmie intymne zwierzenia bywają na przemian poważne i rubasznie komiczne. Filmowy dowcip nie ma jednak na celu ośmieszenia kogokolwiek, lecz służy oswojeniu sfery seksu i uznaniu jej za naturalną część życia bohaterów.

Nieco utopijny charakter przedstawianej wizji pozwala Robelinowi na wprowadzenie do opowieści o przemijaniu odrobiny anarchizującej energii. Szalona idea, by na starość zamieszkać w kilkuosobowej komunie, staje się czymś na kształt łabędziego śpiewu weteranów pokolenia ’68. Nie przez przypadek kluczowa dla fabuły propozycja wychodzi od niezmordowanego w swojej politycznej aktywności Jeana. Właśnie za sprawą tej postaci nad filmem Robelina unosi się duch czasów, w których na paryskich ulicach skandowano z przekonaniem hasła w stylu „Zabrania się zabraniać”. Być może postulowaną wówczas wolność od konwenansów i ograniczeń w pełni uda się bohaterom uzyskać dopiero na emeryturze.

Więcej na łamach Dziennika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz